niedziela, 19 października 2014

Rozdział 1.

- Charlie, to jest Louis. Louis, to Charlie. - mój tata uśmiechnął się do każdego z nas, jedną ręką popychając mnie w stronę szatyna z niebieskimi oczami, a drugą obejmując rozpromienioną Johannah.
- Cześć. - powiedziałam, posyłając mu lekki uśmiech. Mógł mieć około dwudziestu pięciu lat. Miał postawione na żel włosy, i o ile dobrze widziałam, tatuaże, pokrywające jego całe ramię.
Zamiast odpowiedzieć, Louis przyciągnął mnie do siebie, zamykając w uścisku. Niepewnie objęłam go za szyję, wciąż jednak stojąc sztywno.
Moja mama umarła, gdy miałam siedem lat, i zostaliśmy z tatą zupełnie sami. Wiedziałam, że starał się jak mógł, jednak nie był w stanie mnie samotnie wychować.
Wciąż pamiętam, że w naszym domu, wiele "ciotek", które zostawały na noc u ojca, przygotowywały mi śniadanie, pakowały kanapki do szkoły, lub nawet zawoziły i odwoziły ze szkoły, ponieważ tata zapominał o tych podstawowych czynnościach, pracując w swoim gabinecie.
Trzynaście lat później, poznałam Jay, która miała zostać żoną mojego ojca.

"Bo wiesz mamo - napisałam, w liście do swojej rodzicielki* - Tata wyglądał na naprawdę szczęśliwego. Ale czy to jest fair w stosunku do Ciebie? Sama nie wiem. I choć widzę, że Johannah się stara, nie mogę przemóc się, aby po prostu uśmiechnąć się do niej. Próbuje mi Ciebie zastąpić. Ale nikt nigdy nie stanie mi się tak bliski, jak ty mamo. Nawet tata.

Louis moment później puścił mnie, uśmiechając się jeszcze szerzej.
- Cześć. Jak już wiesz, będę twoim starszym bratem. - oznajmił chłopak, kładąc swoje wytatuowane ramię na moim ramieniu. - Żadnych chłopaków przed czterdziestką!
Dorośli zgodnie parsknęli śmiechem, ja natomiast posłałam synowi Johannah lekki uśmiech.
Szatyn nie wydawał mi się już taki okropny jak na początku.
Szczerze mówiąc, obok różowego kucyka, moim największym marzeniem był starszy brat, który opiekowałby i uratowałby mnie z każdej niezręcznej sytuacji, których w moim życiu nie brakowało.
- Charlotte? Co o tym sądzisz? - z moich przemyśleń wyrwał mnie pełen wątpliwości głos ojca.
- Co? - wyrwało mi się, na co Tomlinson uśmiechnął się jeszcze szerzej, oplatając mnie ramieniem.
- Widzisz David? Jest tak zachwycona tym pomysłem, że aż nie może się wysłowić. - zmarszczyłam czoło, natomiast Jay przewróciła oczami, gdy Louis zaczął chichotać z własnego żartu.
- Charlie? Chciałabyś pójść z Louis'em i jego dziewczyną na kolację do "Nar"? -  już miałam odpowiedzieć, że choć mi szalenie miło, mam już plany (które skończyłyby się na czytaniu po raz setny tej samej książki), ale wtedy zauważyłam, że tata oraz Johanne nie są najwyraźniej przekonani do tego pomysłu. I choć wiedziałam, że robię źle, odparłam lekko:
- Pewnie. To o której?

______________________________
* Charlotte od dziecka pisała do swojej mamy listy, przyczepiała je do balona, i puszczała w świat. Wierzyła, że dotrą do matki. Oczywiście już wie, że to niemożliwe, ale pisanie pomaga jej pogodzić się z bólem, po stracie mamy.

O BOŻE NIE WIERZĘ, ŻE JESTEM TAKĄ SUKĄ!
Rozdziałam miałam już praktycznie napisany, a ja przetrzymywałam go...
I jeszcze taki krótki? I beznadziejny? :/ Żal mi siebie.

7 obserwacji i 8 komentarzy, za takie coś, co można by nazwać od niechcenia "prologiem"?
Jesteście niesamowici. Kocham! xx

4 komentarze:

  1. Masz się nie krytykować jasne?
    Rozdział jest fajny.
    i co z tego, że krótki.
    czekam na następny i proszę już nie pisz o sobie w taki sposób :***

    OdpowiedzUsuń
  2. jesteś cudowna <3 kocham twój styl pisania i nie spodziewałam się ze nasz pisarz Lou bd jej bratem :o wgl wszystko mi sie podoba i czekam na next
    ps. tym razem mnie o nim powiadom skarbie <3

    OdpowiedzUsuń
  3. No ....czekam na kolejny ;'c Nie każ mi czekać dłużej

    OdpowiedzUsuń
  4. 27 year-old Engineer I Danielle Tolmie, hailing from Port Hawkesbury enjoys watching movies like Laissons Lucie faire ! and Writing. Took a trip to Archaeological Sites of the Island of Meroe and drives a Bugatti Type 57SC Atalante. Odwiedz ten link

    OdpowiedzUsuń